Katie Nelson zdjęła przez głowę czarną koszulkę z logo Sex Pistols. Zwinęła materiał i wrzuciła go do przygotowanego wcześniej, plastikowego worka. I tak do niczego się już nie nadawała. Żadna, nawet najlepsza pralnia chemiczna w Sztokholmie, nie pozbędzie się takich plam z krwi.
Czuła, że coś mokrego przykleiło jej się do karku. Krzywiąc się, sięgnęła w tamtym kierunku ręką, po czym cisnęła znaleziskiem do kosza. Skrzeplina. Przeczesała palcami włosy, ale – na szczęście – nic więcej już nie znalazła.
Była rozczarowana tym, że dała ciała. Ale nikt nie mógł przewidzieć, iż morderca nadal się tam znajduje. Stara fabryka była pusta – zostały jedynie resztki po zbrodniach. Po cholerę morderca wciąż tam siedział?
Szef Katie, generał brygady antyterrorystycznej, Liam Payne, uratował ją przed rychłą śmiercią z ręki psychola, oddając celny strzał. Po tym, jak ciało zbrodniarza upadło na ziemię, mężczyzna zaczął wyładowywać złość na Nelson. Było to kompletnie niesprawiedliwe, bo przecież to nie była jej wina. Zresztą, to nie miało znaczenia. Liam i tak o wszystko winiłby Katie.
Dejler, podpalany owczarek niemiecki długowłosy, zębami złapał leżący na kafelkach worek, jednak zamiast zacząć się nim bawić, zaskomlał cicho. Najwyraźniej poczuł zapach krwi i to go zaniepokoiło.
Katie wiedziała, skąd się to bierze. Doskonale pamiętała wieczór, gdy znalazła Dejler, zbroczonego krwią i skulonego ze strachu po łóżkiem. Walczył dzielnie, ale nie zdążył uratować swojego pana, który został brutalnie zamordowany.
Szatynka zacisnęła powieki, chcąc wyrzucić ze swojej głowy obraz martwego przyjaciela. Louis był jej najbliższą osobą. Nigdy nie wybaczyła sobie, że pozwoliła pójść mu na akcję samemu. Gdyby pojechała z nim, prawdopodobnie nadal by żył.
Kobieta kucnęła, by podrapać czworonoga za uchem, po czym posłała mu ciepły uśmiech.
- Nic mi nie jest – zapewniła go, a następnie kazała usiąść mu na łóżku, z którego mógł ją obserwować. - Zaczekaj tu, zaraz wrócę, dobrze?
Gdy pies zajął miejsce, Katie wróciła do łazienki i odważyła się spojrzeć w lustro. Potargane, brązowokarmelowe włosy były zlepione krwią. Czekoladowe oczy były puste, co przypominało jej o tym, iż dawno porządnie się nie wyspała. Cóż, pieprzyć to.
Wzięła długi, gorący prysznic i wyszorowała dokładnie całe ciało. Wolała nie patrzeć w odpływ, ani na to, co do niego wpada. Wysuszyła się dokładnie i wsunęła na siebie czarne spodnie od dresu i szarą koszulkę z symbolem sztokholmskiego kampusu uniwersyteckiego. Podniosła z podłogi worek z ubraniami, których nie udało się już uratować i zabierając z półki w sypialni paczkę papierosów, wyszła na balkon.
Rzuciła pakunek do metalowego kosza i podpaliła jego zawartość. Sama owinęła się grubym swetrem i usiadła z boku, odpalając papierosa. Zaciągnęła się dymem i spojrzała na dzielnicę Ostermalm, okrytą płaszczem nocy. Listopad zawitał do Sztokholmu z mroźnym powietrzem i chociaż śnieg jeszcze nie spadł, Katie była w stanie wyczuć drobinki białego puchu na swej twarzy.
Kochała to miasto. Przyjazd tutaj był najlepszą decyzją, jaką w życiu podjęła. Miała mieszkanie przy Brahegaten, własnego Cadillaca, dobrze płatną pracę i psa, który dotrzymywał jej towarzystwa. Czego chcieć więcej? Zmartwychwstania swego najlepszego przyjaciela.
Dejler zaskomlał, siadając przy niej i opierając łeb o ramię kobiety, w pocieszającym geście. Szatynka wolną ręką potarła jego łapę, chcąc się jakoś odwdzięczyć. Ich przyjaźń była jak najbardziej na miejscu, choć nie zadecydowała o tym obopólna zgoda, a raczej brak innej możliwości.
Wbrew temu, jakim samotnikiem była Katie, cieszyła się, że miała czworonoga u swego boku. Byli partnerami w pracy i poza nią. Nie odstępowali się na krok. Strzegli siebie nawzajem i Katie nie wyobrażała sobie już życia bez tego psa.
Obaj stracili bliską osobę i chociaż ból ciągle tlił się w ich sercach, musieli ruszyć do przodu. Zostawić to, co było daleko za sobą. Komisarz Nelson nie do końca wierzyła w to, że wreszcie wyjdzie na prostą. Była pewna tylko jednego – póki jest przy niej Dejler, poradzi sobie ze wszystkim.
#Katie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz